Marek Pindral „Chiny od góry do dołu” (my book about China)

„Chiny od góry do dołu” to książka różnorodna i fascynująca…

Wojciech Cejrowski, podróżnik i dziennikarz

 

Nie mogę się oderwać. Znakomita…

Klaudia Baranowska, Polskie Radio, Program 2

 

Pisze tak samo ciekawie, jak opowiada…

Danuta Gryka, podróżniczka i pisarka

 

„Chiny od góry do dołu” – podróż niezwykła…

WP.pl

 

Potrafi barwnie opowiadać, łącząc anegdotę z głębszą refleksją…

Włodzimierz Raszkiewicz, Radio Gdańsk

Pokazuje Chiny, jakich nie znacie…

Onet.książki

 

Wszystkie swoje doświadczenia i refleksje zebrał w całość, tworząc niezwykłą opowieść…

Podróże.pl    

 

Autentyczny talent literacki , ogromny zmysł obserwacyjny oraz zdolność dokonywania syntezy, co sprawia, że książkę czytało się lekko i z prawdziwą przyjemnością…

dr Marek Szałek, językoznawca i podróżnik

 

Gorąco polecam tę książkową wędrówkę po Chinach…

Ewa Banasiak, Prezes Poznańskiego Klubu Podróżnika

 

Dla tych, co zwyczajnie lubią czytać dobrą lekturę… Autor nie przynudza i nie sadzi banałów. Opisuje własne doświadczenia, ale pogłębia je o wiedzę z historii, kultury, polityki…

Anna Ładuniuk, Dziennik Zachodni

 

Ta książka, będąca lustrem, odbija wszystko – i słońce i radość, odbija też ciemne, czarne strony Chin… Bardzo ciekawa publikacja, pięknie ilustrowana, zawierająca interesujące spostrzeżenia na temat tego wielkiego kraju. Warto ją przeczytać!

Izabela Patek, Beata Klara, Radio Zachód

 

Podróż z nim nie jest drogą przez mękę, a fantastyczną przygodą, podczas której oglądamy wciąż zmieniający się krajobraz, coraz innych ludzi i zaskakujące wydarzenia. Zabiera nas w nieznane miejsca, do krain, których nie ma w przewodnikach, opowiada o życiu ludzi odciętych niemal od cywilizacji… Świetna książka…

Maria Kolesiewicz, Dziennik Wschodni

 

„Chiny od góry do dołu” czyta się wartko. Aż szkoda, że to niecałe 400 stron…

Marek Długopolski, Dziennik Polski  

 

Dzięki niebanalnemu poczuciu humoru i otwartości na inną, czasami wręcz absurdalnie odmienną kulturę, potrafił stworzyć fascynujący zapis wędrówki po Państwie Środka… Książka zmieniła moje spojrzenie na Chińczyków i ich kraj…

Joanna Szarańska, Manchester Info  

 

Marek Pindral ma niesamowity dar obserwacji, połączony z pociągiem do chodzenia własnymi drogami i nieutartymi szlakami. Podoba mi się jego humor i dystans wobec własnej osoby, skłonność do zachwytu i szczere zainteresowanie Chinami… A przede wszystkim – ogromna sympatia wobec zdecydowanej większości Chińczyków, którzy stanęli na jego drodze. Nie licząc nadgorliwych urzędników…

Anna Jurczyk, Łowisko Książek  

 

W trakcie lektury ma się wrażenie, że autor siedzi gdzieś obok, popija herbatę i przypomina sobie kolejne, zabawne anegdotki… Pindral staje się częścią tamtejszej codzienności, dotyka go proza życia. Dlatego ta książka jest tak wyjątkowo dobra, bo jest autentyczna… Nie mogłam oderwać się od książki, przeczytałam ją w dwa wieczory, a na koniec byłam zła na siebie, że skończyłam ją tak szybko, bo przecież mogłam dawkować sobie po rozdziale, a przez to rozkoszować się lekturą dłużej…

Marta Kowalik, All You Need Is Book  

 

Gratuluję debiutu i liczę, że z każdą podróżą, w którą się wybierze, jego spostrzeżenia i fakty, którymi nas uraczy, będą równie ciekawe… Od dzisiaj nie wzbraniam się już przed literaturą faktu i książkami podróżniczymi…

Marta Kusz, Booksbibbing

 

Kolejne rozdziały niejako żyją swoim życiem, a w efekcie składają się na barwną (ale nie ubarwioną) opowieść o Państwie Środka. W dodatku pełną lekkości. To sprawia, że łatwo wtopić się w historie snute przez Marka Pindrala…

Katarzyna Stec, Książki na czasie

 

Książka Pindrala to nie tylko zapis wędrówki po największym azjatyckim państwie, ale także podróży przez kulturę, zwyczaje i mentalność. Podróży opisanej językiem lekkim, barwnym, zabawnym, często ironicznym, który sprawia, że przez zdania czytelnik prześlizguje się z przyjemnością, stopniowo zapadając w specyficzny klimat. Autor jest częścią chińskiej codzienności, dzięki czemu możemy ten egzotyczny kraj „zobaczyć” z perspektywy jego zwykłych mieszkańców, autentycznych i wręcz namacalnych…

Justyna Sekuła, Bookeriada

 

Książka okazała się rewelacją, ciężko było się od niej oderwać – niczym kryminał, który czyta się późno w nocy do ostatniej strony. Autor – naoczny obserwator przedstawia nam kraj zupełnie inny niż ten widziany z perspektywy chińskiego marketu. Kraj ciekawy, zaskakujący, poznawany wraz z autorem z perspektywy dnia codziennego, zwiedzany krok po kroku – czy to jeżeli chodzi o obyczaje, życie codzienne, kulturę oraz jedzenie. Myślę, że ciężko byłoby mi znaleźć książkę, która o tym kraju mówi przystępniej niż Marek Pindral. Przystępniej, prościej, a jednocześnie wymagająco -z mnóstwem skojarzeń, odwołań do naszej kultury, mnóstwem ciekawych przypisów – zaskakujących i frapujących momentami. Kalejdoskop smaków, wrażeń, żartów, kolorów namalowany przez osobę, która pozbawiona jest naleciałości i manier autorów książek podróżniczych…

Medium Sweet Books

 

Nie tylko o politycznych zawirowaniach i o historii mowa w „Chinach od góry do dołu”. Można poczytać o chińskiej kuchni, o gościnności i empatii mieszkańców, o zabytkach kultury, o byciu w drodze, o problemach językowych. Pindral ma lekkie pióro, więc książkę czyta się znakomicie. Są podróżnicy, którzy, mimo wielkiej potrzeby podzielenia się relacją z ciekawej wyprawy, nie powinni spisywać swych przygód. Tacy, którzy daru pisania nie mają, nużą dokładnymi opisami lub drażnią kiepskim stylem. Marek Pindral do tego grona nie należy i cieszę się, że podzielił się ze światem kawałkiem swojego życia…

Kulturalnie

 

Głównym powodem mojego pozytywnego odbioru książki jest jej autor i jego znakomity moim zdaniem warsztat pisarski. Marek Pindral o wszystkim, co widział, czego doświadczył, co poznał, opowiada niezwykle żywo i barwnie, okraszając swą opowieść humorem. Nie stroni od ujawniania własnych opinii oraz emocji, których tu nie brakuje. Obrazowo opisuje widziane w podróży krajobrazy, budowle, sugestywnie oddaje smaki chińskiej kuchni, kolorystykę strojów poszczególnych grup etnicznych oraz widowiskowość uroczyście obchodzonych w Chinach świąt. Wart podkreślenia jest również fakt, że choć o wielu sprawach opowiada z humorem, nie czyni tego w tonie prześmiewczym. Choć dziwi się, nie ocenia. Przez cały czas stara się być otwartym na to, co nowe, obce, inne. Charakteryzuje go postawa właściwa prawdziwym podróżnikom: postawa otwartości i tolerancji…

Dorota Pansewicz, ArtTravel

 

Napisana z niezwykłą lekkością relacja z dwuletniego pobytu Autora w Kraju Środka, wciągnęła mnie od pierwszej strony. Autor bez koloryzowania pokazuje nam Chiny i te w postaci ultra nowoczesnych miast, rozwijających się najszybciej na świecie i mogących być przykładem dla reszty świata, ale też Chiny pełne biedy i cierpienia ludzkiego, zabunkrowanego w betonowych klockach bez ogrzewania i bieżącej wody. Chiny dziwiące za każdym razem, Chiny które we wtorek są inne niż były w poniedziałek. Pokazuje też Chiny „dzikie” – lasy bambusowe, herbaciane pola Yunanu, tropikalny i pikantny Syczuan…Całości dopełniają klimatyczne fotografie, których bohaterowie różnią się od wypacykowanych i wymodelowanych laleczek, tak często będących wizytówką Chin.

Maciej Kubisiak, Lubimyczytać.pl

 

Dlaczego polecam? Bo książka nie jest zapisem, li tylko, eskapady po kraju. Na zasadzie – wtedy pojechałem tu, zobaczyłem to i była taka i owaka aura. Napisana jest z pazurem, ironią, czasem autoironią. Z humorem, dystansem i wnikliwością dobrego obserwatora. A nawet z elementami poetyki. Bo pokazuje dwa końce kija…

Małgorzata Dwornikiewicz-Opalińska, Książki rządzą

 

Od Czytelników:

Czytając tę książkę już jedną nogą jestem w tym kraju…

 

Świetne pióro, spostrzegawczość, umiejętność wyciągania wniosków…

 

Nie mogę się odessać od lektury. Jestem zachwycona humorem, informacjami i zdjęciami…

 

Książkę mam nawet teraz w pracy przy sobie i ubolewam tylko, że nie mogłam jej połknąć jednym tchem – każdą wolną chwilą wracam do niej i to naprawdę wielki odpoczynek dla mnie i rzeczywiście – podróż…

 

Mojej mamie, lat 80, też podobała się książka…

 

Z ogromną przyjemnością przeczytałem Pańską książkę. Ogromnie żałuję, że już się skończyła. To była piękna i fascynująca podróż. Czekam na dalsze (o)powieści. Z tzw. dziką rozkoszą nabędę kolejny tom…

 

Gratuluję książki, bardzo ciekawie się ją czyta i wiele takich recenzji usłyszałam od naszych klubowiczów…

 

Książka zafascynowała mnie osobliwym podejściem do tematu oraz ukazała, że Chiny to nie tylko Wielki Mur, ryż i Mao. Może dlatego nie ma w sobie ani grama naukowego tonu lecz jest swoistą przygodą i podróżą przez daleki kraj…

 

Książkę warto przeczytać i nie polecam jej wyłącznie osobom, które interesują się kulturą wschodu. Ja do nich nie należę, a otrzymałam świetny reportaż, do którego wielokrotnie jeszcze powrócę. Kartki przekładamy szybciej i szybciej, uśmiechając się do wielu przeczytanych już fraz…

 

Książka nie jest nużąca, ciekawostki wypływają brzegami, a styl pisania lekki. Na dodatek można w niej znaleźć wiele pięknych zdjęć. Całość prezentuje się naprawdę świetnie. Zdecydowanie łatwiej chłonie się wiedzę przekazywaną w taki przyjemny sposób…

 

Choć książka w żadnym wypadku nie jest typowym przewodnikiem turystycznym czy schematyczną pozycją podróżniczą, choć napisana jest bardzo lekkim stylem, w formie wspomnień, to naprawdę świetnie przybliżyła mi ten piękny kraj…

 

Czyta się z prawdziwą przyjemnością…

 

Mądrze, ciekawie, i z humorem…

 

Bez wątpienia „Chiny od góry do dołu” to 390 stron pasjonującej wyprawy…

 

Wciąga bez reszty…

 

I am writing to you because recently I received your book about China as a gift. I am in the process of reading it (I can read Polish quite well) and I am enjoying it and find it very interesting…

 

Co tu dużo pisać, jestem nią zachwycona. Gdybym tylko miała okazję, to wybrałabym się do Chin z tą właśnie książką!

 

„Chiny od góry do dołu” to fantastyczna opowieść…

 

Zazdroszczę tych wszystkich miejsc i przeżyć, chociaż nie zawsze pozytywnych. Świetnie napisana, kopalnia wiedzy o nieznanych Chinach…

 

Kończę czytać pana książkę o Chinach. Świetna jest. Gratuluję!

 

Żadna siła nie oderwie mnie od „Chin”, autor to superfacet z szalonym poczuciem humoru…

 

Znakomita książka…

 

Jest jedną z najlepszych książek, jakie przeczytałam o Chinach…

 

Znakomicie napisana książka, czyta się jednym tchem. Niesamowity kalejdoskop ludzi i miejsc…

 

Jestem pod wrażeniem spostrzeżeń i wrażliwości…

 

„…dopiero książka Marka Pindrala,
ciekawość i zmysły rozpala,
piękne widoki, piękne kolory miast
przyprawy i smaki chińskich miast
poczułem zmysłami swymi
wszystkimi…”

W.M. (licealista)


 

 

 

Spis treści:

I. ŚWIĘTE SŁOWA NA POCZĄTEK

II. DO CZYTELNIKA, czyli co Autor miał na myśli

III. DECYZJA, czyli jak udowadniałem chińskiemu rządowi, że nie cierpię na psychozę maniakalną, paranoidalną i halucynacyjną

IV. WIELKA WODA, czyli jaką zupę miesza ogonem diabeł i dlaczego niektóre kobiety zostaną zamienione w węże

V. OBYŚ CHIŃSKICH STUDENTÓW UCZYŁ, czyli dlaczego moje zajęcia były nieprzyzwoite i z jakiego powodu tamtejsi przywódcy noszą takie wielkie okulary

VI. ZIEMIA SIĘ TRZĘSIE, czyli dlaczego najlepiej wtedy pobiec na dach

VII. CHIŃSKA KUCHNIA OD KUCHNI, czyli co pompka od roweru ma wspólnego z kaczką po pekińsku oraz o tym, że można jeść także szczury, mrówki, wielbłądzie garby, a nawet sowy

VIII. WIEKI PLUSZAK, czyli kto produkuje sto dwadzieścia bobków dziennie

IX. CHIŃCZYK ŚWIĘTUJE, czyli o chodzących trupach, latających smokach i dlaczego spaliliśmy dom

X. ABA, czyli kto zawiesza u bioder kotwicę i dlaczego sępy to w zasadzie niebiańskie tancerki

XI. MIAO, YAO, DONG I INNI, czyli kto nosi na głowie włosy zmarłych przodków oraz jak skutecznie unieszkodliwić teściową

XII. PIĘĆ TYSIĘCY, czyli czego nie tknie mnich z Shaolin i jak wyglądał starożytny Internet

XIII. O CO WAM CHODZI Z TĄ DEMOKRACJĄ, czyli dlaczego kazano mi potępić polskiego prezydenta

XIV. DO WIDZENIA, czyli chłopaki też płaczą

XV. OJCIEC TAO NA ZAKOŃCZENIE

 

II. Arabskie porzekadło mówi, że każdą podróż odbywamy zawsze trzy razyspan style=”font-size: large;”/span – najpierw, kiedy ją planujemy, potem będąc już w drodze i na koniec, wspominając. Tę ostatnią podróż odbywamy nawet nie jeden raz, ale kilka i to na różne sposoby – przeglądamy zdjęcia, porządkujemy notatki, opowiadamy innym o swoich wrażeniach. Słyszymy wtedy często Opowiedz jeszcze o…, albo A jak było w…? I snujemy opowieść, w której kolejny raz wędrujemy przez bambusowy las czy wspinamy się do klasztoru na wysokiej górze. Niestety, nie jesteśmy w stanie dotrzeć do wszystkich, którzy chcieliby o tym posłuchać. I stąd właśnie wzięła się ta książka.

 

Nie będzie ona jednak dziennikiem podróży, bo nie trzymałem się chronologii swojego wędrowania, która nie wnosiłaby przecież wiele do niniejszej opowieści.

Nie będzie podręcznikiem historii, choć różnych historii, i tych, pisanych z tak bliska, że widać łzę w oku człowieka, i tych, gdzie ludzie są tylko milionową masą, będzie tu dużo.

Nie będzie przewodnikiem turystycznym, bo choć odwiedzimy dziesiątki miejsc, to w kraju wielkim, jak kontynent, zostało przecież jeszcze tyle do zobaczenia i przeżycia!

Nie będzie to też książka kucharska, choć spróbujecie tu wielu dań i poznacie takie, które czasami trudno wziąć nie tylko do ust, ale nawet rąk.

Nie będzie wreszcie traktatem politycznym, choć od polityki w Chinach nie da się uciec, bo wtrąca się tu dosłownie do wszystkiego.

Czym zatem będzie? Będzie, jak stół, który w Państwie Środka zastawia się wieloma potrawami. Czasami będą słodkie, a czasami kwaśne. Owe opowieści będą też często, jak chińskie pudełko – czytasz jedną, a w niej kryje się następna, a czasami nawet jeszcze jedna. Dlatego coś, co z reguły kojarzy się z przypisami, będzie tu często spełniało rolę małej miseczki, do której autor włożył jeszcze jakieś nieduże danie, żeby uzupełnić smak głównego (nie zapominaj, drogi Czytelniku – to moja miseczka, Twoja może być zupełnie inna!).

 

Będzie też trochę, jak lustro, w którym możemy przejrzeć się i my sami, bo ludzkie przywary są w Chinach przemnożone miliard trzysta milionów razy, więc bardziej rzucają się w oczy, choć wcale tak bardzo nie różnią się od naszych.

Podróżnik o tym wie. Podróżnik może o tym napisać, bo nie jest uwikłany w sieć stypendiów czy fundacji, które co prawda mogą mu w podróżach pomóc, ale mogą też położyć im kres, jeśl /pi napisał nie to, czego od niego oczekiwano.

Podróżnik musi podróżować swobodnie, bez takiego balastu. Podróżnik, jeśli tylko mu pozwolą, rozmawia z kim chce i o czym chce. Podróżnik nieustannie się uczy, a od niego uczą się inni. Dlatego on i jego opowieści mogą być ważne…

 

Na koniec kilka spraw natury technicznej – chińskie nazwy zostały tu zapisane w pinyin, czyli transkrypcji na alfabet łaciński, co nie było zadaniem łatwym, bo nie jest to pisownia ujednolicona, wyrazy bywają zapisywane razem, albo osobno, z małej albo czasami dużej litery, z zaznaczeniem tonów, albo bez nich. Wybierałem więc te wersje, które Czytelnikowi będzie prościej zapamiętać. Dla ułatw/strongienia orientacji, zostawiałem też czasami jeden z elementów nazwy, choć został on wyrażony także po polsku – np. „góra Emei Shan”, choć słowo shan to po prostu „góra”. Z podobnego powodu zrezygnowałem z zaznaczania tonów, bo Czytelnik i bez nich będzie wiedział o jakie znaczenie wyrazu chodzi (owa książka nie jest też przecież podręcznikiem do nauki języka chińskiego).

W wiele wersji obrodziły też legendy, zwyczaje, a napstrong/spanwet, o zgrozo, historyczne daty, przez co szperacka przyjemność przeradzała się czasami w żmudną dłubaninę.

 

Z bardzo różnych powodów moi chińscy rozmówcy i przyjaciele są tutaj przedstawiani jedynie inicjałami (H. Y. – dziękuję za konsultacje!)

 

***

 

Za przewodniczkę służyła mi w Chinach mantra Bądź otwarty, bądź otwarty, bądź otwarty. Sprawiła się prawie bez zarzutu. Dlaczego prawie? Bo choćby zaprzężono wszystkie bawoły z chińskich pól, to i tak nie dałyby rady zaciągnąć mnie ponownie na przedstawienie tradycyjnej opery pekińskiej, bo urodę wysokich dźwięków (coś, jak przesuwanie styropianem po szybie) w pełni docenić mogą jedynie tamtejsze nietoperze. To był, na szczęście, wyjątek. Reszty posłuchacie już sami…

 

 

Marek Pindral

 

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.